Posts Tagged ‘anarchia’

Dzień 100: Wrota Sezamu

20 stycznia 2009


ZYCIE NIE BUFET ZEBY TYLKO ZREC

Dostępu do nich broną drzwi i zimne serce dziewczyny. Szafka stojąca w głębi sekretariatu nie jest solidna jednak jeśli drzwi są zamknięte na klucz nawet mocne ciągnięcie za uchwyt nie pomaga. Drzwi zamykane są zawsze gdy dziewczyna wychodzi ze swojego boksu. Zamek przytrzymujący metalowy bolec w górze prowadnicy wydaje się wiotki i tandetny, a jednak spełnia swoją funkcję. Szarpanie nie pomaga. Oczywiście mogę szarpnięć tak, by wyrwać zamek z gniazda płytko wyżłobionego w płycie wiórowej ale przecież tego nie zrobię. Nikt cywilizowany, odpowiedzialny, wychowany, wykształcony, godny zaufania i normalny, a przecież tacy tu wszyscy jesteśmy – tego nie zrobi. Długopisy, cienkopisy, ołówki, gumki, linijki, koszulki, mazaki, markery, spinacze, zszywacze, koperty, folie, notesy, kalendarze, dziurkacze i CDRy pozostają niedostępne. Dziewczyna musi wrócić stąd gdzie właśnie jest, musi znaleźć dla mnie chwilę i musi zechcieć. Zechcieć ulec moje prośbie. Czym bardziej jest nie w sosie tym muszę być milszy. Im niżej jestem w hierarchii biura tym muszę być milszy, im mniej jestem lubiany i atrakcyjny towarzysko tym muszę być milszy i miło poprosić, bo dziewczyna ma moc ulegania lub nie moim prośbom. Może odpowiedzieć dając wyraźnie do zrozumienia że kłamie, że się właśnie skończyły, nie ma, wydała ostatni a nowe zmówi we środę. Mogę więc zostać do środy bez nowego cienkopisu, który wymarzyłem sobie rano i który dostali już wszyscy. Tyle wątków, pięknych myśli zginie niespisanych w niepamięci. Nachalność nie pomaga, daje odwrotny skutek i następnym razem będzie trudniej, bo dziewczynę łatwo zrazić. Stoję więc przed nią z przymilną maską na twarzy i czekam czy moje zaklęcie zadziała.

Reklamy

Dzień 0: zszywka pod paznokciem

12 stycznia 2009


Nie mogę znaleźć tego tandetnego narzędzia do rozszywania dokumentów. Więc zaczynam dłubać paznokciem, zahaczam, paznokieć trochę się rozdwaja. Zsuwa. Zahaczam znowu. AAAaaaaa, Szajse! Różowy rowek nakłucia szybko wypełnia się krwią. Krew zbiera się pod paznokciem. Zaciskam palec, a potem szybko wkładam do ust i ssę. Ale dwie spore krople prysnęły już na front dokumentu. Potrząsam nim, strzepuję. krew rozmazuje się w dwie łukowate linie w nagłówku. Centralnie pod samym logo. Znak naszej firmy jakoś inaczej teraz wygląda ale nie ma czasu na zmianę front page. Telefon brzęczy mi w nogawce na udzie od dobrych 30s. To po mnie, z sekretariatu. Wkładam papiery do kopiarki, ustawiam 25 i patrzę jak na tacce układają się kopie. Zzzyt, zzzyt, zzzyt. Krew jest teraz czarna. Nieźle to nawet wygląda. Dodaje dynamizmu i klasy temu tandetnemu logotypowi