Archive for the ‘Uncategorized’ Category

Dzień 78: Wesz biurowa

11 lutego 2009

ZYCIE NIE BUFET ZEBY TYLKO ZREC
Przed chwilą było to zwykłe, cotygodniowe spotkanie. Nużąca relacja z postępu prac, nad tuzinem standardowych projektów. Kiepska kawa z termosów, paczka ciastek. Przekładanie terminów, żarciki, pełne zrozumienie chwili, ciepło, mrocznie i sennie. Jedaka teraz dzieje się rzecz, której nie rozumiem. Na moich oczach jeden z projektów nagle rozrasta się, pęcznieje i wzdyma. Rozrywa bezpieczny kokon utkany z zeszłorocznych schematów, wyłazi z niego jak Obcy. Ktoś zapala więcej świateł, ktoś przynosi więcej kawy. Ktoś na białej tablicy robi mazakiem notatki, kreśli i ściera schematy. Zebrani z rozognionymi szyjami, błyskiem w oczach przekrzykują się wzajemnie, mnożą pomysły i wątki. W niespodzianej i nie na miejscu w poniedziałkowe popołudnie euforii promują siebie i swój intelekt. Z każdym rozbłyskiem ego w projekcie przybywa prac do wykonania. Kule się pod ich naporem. Jest już za późno. Przegapiłem moment, w którym można było dyskretnie zawrócić temat w bezpieczne standardy i marazm, a teraz nie mam dowagi zrobić to wyraźnie i jawnie. Od dawna boje się zdemaskowania. Boje się, że moja wielka obojętność, coraz gorzej skrywana niechęć do robienia czegokolwiek wyjdzie teraz na jaw, i że dłużej nie będzie mi dane karmić się sokami firmy. Nie słucham wywodów, gubię ich sens. W odrętwieniu skupiam się na szefie siedzącym w rogu sali. Przytakuje, energicznie kiwam głową na każde jego „Yes!” i na każde jego podniecone „Wow!”. Z czasem od ciągłego przytakiwania zaczyna kręcić mi się w głowie, czoło mrowi zimnymi igiełkami, krew odpływa spod skóry. W krzywym zwierciadle wielkiego, metalowego termosu, który stoi przede mną na stole widzę jak moja twarz robię się blada, tak blada, że aż zwraca to czyjąś uwagę.

Reklamy